W Kaer Morhen zapowiadał się zimny wieczór, tak zimny, że
już po południu wszystko zaczęło zamieniać się w połyskujące w słońcu,
półprzezroczyste struktury, gałęzie zaczęły porastać szadzią, jeziorka, kałuże
i potoki zmieniać w lodowe rzeźby, a śnieg dłużej leżący na ziemi stawał się
twardy jak głaz. W dodatku nieprzerwanie padał śnieg równocześnie z silnym
wiatrem, co znacznie utrudniało widoczność. Ciri nawet i w tą pogodę musiała
ostro ćwiczyć, pomimo sprzeciwu jej opiekunki. Chciała być dobrą wychowanką,
wiedźminką. Choć nie przeszła nawet Próby Traw wierzyła, że pod czujnym okiem
Geralta i Triss stanie się silną wojowniczką. Białowłosy obserwował ją z pewnej
odległości, czuła na sobie jego wzrok, lecz było to bardzo przyjemne uczucie,
jakby patrzył na nią ktoś bliski sercu, który się o nią troszczy. Nagle Cirilla
usłyszała kroki, powolne, głośne kroki, ktoś się zbliżał. Pospiesznie schowała
się za pobliską skałę trzymając miecz w pogotowiu, po czym pokazała Geraltowi
umówiony gest, by ten także się ukrył. Ledwo wiedźmin zdołał się całkowicie
zasłonić zaroślami, przez las i śnieżycę ukazała się postać w kapturze, wiatr
targał nią i jej podartym płaszczem to w lewo to w prawo, postać zataczała się
i ledwo trzymała na nogach. Gdy podeszła bliżej Ciri zauważyła, że ową postacią
jest młode, dość niskie dziewczę, które nie posiada butów, a podarty jej
płaszcz zabrudzony jest krwią, tak samo jak poniszczona i lekko przypalona
sukienka. Geralt dał znak, aby jasnowłosa siedziała w ukryciu dopóty nie
rozprawi się z nieznajomą, wstał i zbliżył się do kobiety.
- Czegóż to szukasz w tym lesie?
– zapytał grzecznie, lecz nie doczekał się odpowiedzi. – Mów. – głowa
nieznajomej uniosła się powoli, popatrzyły na niego dwa ślepia o pionowych
źrenicach i czerwonym kolorze, które w ułamku sekundy kilkukrotnie się
powiększyły. Czerwonooka zaczęła się nerwowo rozglądać i jakby chcąc podjąć
próbę ucieczki, wykonała obrót o sto osiemdziesiąt stopni. Kobieta upadła na
biały śnieg, który natychmiast przyjął czerwoną barwę, zanim wiedźmin zdołał
dobiec na miejsce jej pobytu. – Cholera.
– wziął nieznajomą na ręce i nakazał powrót do zamku.
Czarna materia mieszała się z pomarańczową tworząc chaos,
nie dało się znieść dziwnego dźwięku, od którego można było zwariować.
Następnie pozostała tylko ciemność…
-Przyjdź do mnie, wiem, że tego chcesz. Wiem, że pragniesz
mocy. Nienawidź, wtedy zdobędziesz wszystko, co chcesz posiadać, niszcz, żeby
nic nie stało ci na drodze. Zawładnij wszystkimi dookoła. Wiem, jaka jesteś.
Wiem, że tego pragniesz.
Pomarańczowy ptak w złotej klatce zaczął się miotać,
ciemność zaczęła pożerać wszystko co miał - piękny głos, złotą klatkę i wzrok. Świat
zawirował. Ptak nie miał już niczego. Wrota się otworzyły, nie mógł nic zrobić,
jak tylko poddać się sile przyciągania.
-Pamiętaj, zawsze o mnie
pamiętaj.
W całym zamku rozległ się rozdzierający krzyk, Geralt
poderwał się szybko na nogi i począł biec w kierunku źródła dźwięku, którym
była komnata tymczasowo zamieszkała przez nieznajomą, którą razem z Ciri
znaleźli w lesie wczorajszego popołudnia. Została ona zaniesiona tam i zbadana
przez Triss, która magią zasklepiła jej rany. Otworzył w pośpiechu drzwi, w
pomieszczeniu panowała prawie kompletna ciemność, jedynie światło księżyca
oświetlało nieznaczną część podłogi. Dziewczyna leżała na skraju łóżka, wiercąc
się niespokojnie i wijąc, pozostawiając na pościeli widoczne fałdy. Geralt
postanowił podejść bliżej, lecz nim zdążył zrobić choćby jeden krok, postać
gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej. Spojrzały na niego świecące,
czerwone oczy, wyrażające zarówno strach, nienawiść, jak i ogromny,
cierpiętniczy ból.
-Nie zbliżaj się. – odezwała się siedząca na łóżku postać
załamującym się i wręcz nieludzkim głosem. Mimo to wiedźmin nie posłuchał,
ścisnął w dłoni sztylet pośpiesznie zabrany z pokoju i zaczął spokojnie zmierzać
w jej stronę. – Nie! – krzyknęła i odsunęła się na łóżku, a on dalej szedł. –
Przestań! – czerwone oczy znów zalśniły, tym razem przez cieknące łzy.
Białowłosy zatrzymał się.
- Spokojnie. – powiedział. – Nie chcę ci nic zrobić, nie mam
złych zamiarów. Nie kręć się tak, bo rana się otworzy ponownie.
- Nie! Nie wierzę ci! – załkała. Wyglądała naprawdę
żałośnie, jak zwierzyna zapędzona przez wilka w kozi róg, spoglądająca w
ostatniej chwili swojego życia na oprawcę. Jej oczy nadal mieniły się na
czerwono, a wzrok przewiercał Geralta na wskroś, lecz mimo tego mężczyzna nie
zawahał się i po chwili znów kontynuował marsz ku przysuwającej się coraz
bardziej do ściany postaci, a gdy był już dwa kroki od niej, z jej piersi
wydarł się potworny, jeżący maleńkie włoski na karku wrzask, następnie wplotła
swoje palce we włosy, mocno zaciskając pięści i przykładając głowę do kolan. –
Odejdź! – krzyknęła, lecz nie było to skierowane do wiedźmina. Do komnaty
wpadła Triss, która ubrana była w krótką koszulę nocną, na głowie miała
dosłownie gniazdo.
- Co się tutaj dzieje?
- zapytała z pośpiechem, gdy zauważyła pojękującą na krańcu łoża
dziewczynę, natychmiast jej twarz przybrała zatroskany wyraz. – Co się stało? –
zadała pytanie po raz kolejny.
- To… Się znowu dzieje. – odpowiedział jej głos z drugiego
końca pokoju. Czerwonooka właśnie wzięła do ręki coś ostrego, odbijającego
sączący się leniwie przez okno blask księżyca, następnie uniosła przedmiot w
obu rękach przed sobą i wymierzyła cios wprost w serce, czarodziejka zdążyła
jedynie wyciągnąć dłoń w kierunku samobójczyni, zaś na całe szczęście
białowłosy wiedźmin zdołał ją powstrzymać, przytrzymując jej prawą rękę w żelaznym uścisku. Dziewczyna
przez chwilę szarpała się, ale po chwili zaczęła tracić siły, wypuszczając z
pokaleczonej ręki ostry przedmiot. Jej oczy zaszły mgłą, po raz ostatni
spojrzała na wiedźmina, próbując coś powiedzieć, po czym straciła przytomność.
Tym razem Geralt zdołał ją złapać, po czym położył ją do łóżka.
- Niesamowite. – wyrwało się wciąż stojącej w progu
czarodziejce. Nie usłyszała żadnego komentarza ze strony wiedźmina, toteż w
milczeniu zajęła się poharataną dłonią stworzenia leżącego teraz bezwładnie na
posłaniu.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następnego ranka do drzwi do pokoju Triss ktoś cicho i nieśmiało
zapukał. Zdumiona tym faktem czarodziejka, przerwała wykonywaną właśnie
czynność. Nadal siedząc przy toaletce na krześle, spojrzała na wrota i głośno
powiedziała „Proszę wejść”. Najpierw słychać było jedynie cichutkie
skrzypnięcie, a wraz z upływem sekund prostokątna, drewniana powierzchnia
zaczęła się stopniowo oddalać od ściany, przez powstałą w ten sposób szparę
wychyliła się dziewczyna średniego wzrostu z czarnymi, zupełnie prostymi
włosami do pasa i czerwonymi oczami z pionowymi źrenicami – te ostatnie
przypominały jej nieco wiedźmińskie ślepia, ale w innej barwie. Dziewczę
owinięte było prześcieradłem.
-Słucham?
- Ja… - odpowiedziała jej czarnowłosa. – Przyszłam się
zapytać czy ma Pani może jakieś ubrania… Bo sama takowych nie posiadam. – jej
policzki się lekko zaróżowiły.
- Och, podejdź trochę bliżej i zamknij drzwi. Nikt Ci nie
przyniósł odzienia? – nowoprzybyła pomachała głową potakująco. – Ech… Znajdę
coś dla Ciebie.
- Mam na imię Alyss. – wtrąciła dziewczyna. Po chwili miała
na sobie długą, czarną spódnicę i białą koszulę z zawiązanym na niej czarnym
gorsetem. – Wyglądam znośnie? – zapytała, na co Triss przytaknęła.
- Wyglądasz bardzo ładnie. – powiedziała, po czym dodała z
powagą: Czym był Twój wczorajszy, że tak to nazwę, wybuch? – na te słowa Alyss
widocznie skurczyła się w sobie.
- Nie wiem, co to jest. Znalazłam się tu, ponieważ przez
przypadek wpadłam do czyjegoś portalu… - powiedziała niepewnie. – Był bardzo
niestabilny. – dodała, po czym drgnęła, jakby nagle przypomniała sobie o czym
miała mówić. – Od zawsze tak miałam… To tak jakby żyła wewnątrz mnie druga
osobowość, która jest niczym innym jak tylko czystym chaosem. Doprowadza mnie to
do szaleństwa i zjada mnie od środka. –
powiedziała zamyślona, po czym wykonała obrót, cichym głosem powiedziała, ze
musi iść, po czym zniknęła za zakrętem. „Muszę
o tym poinformować Geralta” – pomyślała Triss.